24 3

„24 tygodnie” – czy to za dużo?

Astrid (Julia Jentsch) jest znaną komediantką, świetnie realizującą się w swoim zawodzie. Na jej występy przychodzi spora publiczność, podczas jednego z nich poznała Markusa (Bjarne Mädel), który zostaje jej życiowym partnerem, a także menedżerem. Mieszkają w ładnym domu, nie brakuje im pieniędzy, są szczęśliwi. Mają córeczkę Nele.

24 2Początkowo wydaje się, że Astrid dokonuje trudnej sztuki: godzi życie zawodowe z rodzinnym, nie tracąc na żadnym z tych pól. Bohaterka jest w drugiej ciąży i wygląda na to, że zarówno ona, jak i Markus bardzo cieszą się z kolejnego dziecka. Protagonistka nie ma jednak zamiaru ograniczać swojej pracy. „Żadne dziecko nie zgoni mnie ze sceny!” – mówi Astrid podczas jednego ze występów. Poprzednie pewnie jej nie zgoniło i, być może, przez to ucierpiało. Bohaterka nie jest idealną matką, z pewnością nie jest też złym rodzicem, jednak widać, że w jej rodzinnym życiu brakuje trochę czasu dla córki. Astrid nie poświęca jej wiele i choć z pewnością dziewczynkę kocha, więź pomiędzy nimi nie jest bardzo silna. Kobieta większość czasu spędza poza domem, gdy Nele zajmuje się opiekunka. Niby wszystko jest w porządku, ale w relacji matki i córki jednak czegoś istotnego brakuje. Trudno stwierdzić, czy Astrid faktycznie realizuje się w tej roli rodzicielki.

Wkrótce przed bohaterką zostaje postawione wielkie wyzwanie: jej drugie dziecko będzie miało zespół Downa. Bohaterowie przyjmują to dzielnie i pomimo trudności, jakie będą się wiązać z wychowaniem takiego dziecka, nie myślą o tym, by dokonać aborcji. Niektóre osoby z ich otoczenia sprawiają wrażenie, jakby były tą sytuacją przerażone bardziej niż rodzice. Opiekunka nie chce pozostać dłużej w pracy, ponieważ jej zdaniem posiadanie upośledzonego dziecka jest czymś okropnym. Matka Astrid delikatnie sugeruje, że przecież nie muszą się na dziecko decydować, a raczej – mogą z niego zrezygnować. Bohaterka zaczyna odczuwać presję z różnych stron. Powoli w jej głowie zaczynają pojawiać się wątpliwości…

24 3

Reżyserka Anne Zohra Berrached stworzyła wcześniej jeden pełnometrażowy film, poruszający problem dwóch lesbijek, które chcą mieć dziecko. 24 tygodnie również podejmują kontrowersyjny temat – tym razem chodzi o późną aborcję, której w Niemczech dokonuje podobno wiele kobiet. Sam fakt aborcji nie jest już czymś wystarczającym, by poruszyć widza. Tym razem musi to być kwestia aborcji dziecka, co do którego świadomości i człowieczeństwa nie ma już żadnych wątpliwości. Dyskusja o aborcji jest trudna, a prawne rozwiązania tej kwestii nigdy nie zadowalają wszystkich zainteresowanych stron. Berrached podejmuje temat od strony emocji, ukazując uczucia, jakie targają matką, decyzje, które może podjąć i jej ostateczne wybory. Nie można ukryć, że film nie jest politycznie zaangażowany, ponieważ w tym temacie chyba nie da się stworzyć dzieła neutralnego. Film jest dość wyważony, nie ma tutaj zbyt wiele nachalności, ale jest jednak propaganda, charakterystyczna dla kina społecznie zaangażowanego. Inną, niezamierzoną cechą, którą często przypisuje się kinu politycznemu, jest położenie mniejszego nacisku na artyzm. I tak, choć 24 tygodnie ukazują historię dramatyczną, nie jest ona szczególnie porywająca. W pierwszej połowie filmu akcja ciągnie się niemiłosiernie. Postaci kobiece, choć zagrane umiejętnie, są po prostu irytujące. Być może efekty te są zamierzone i twórcy filmu postanowili najpierw uśpić czujność widza, by później wzbudzić w nim większe emocje? Ale niekoniecznie trzeba to na sobie samym sprawdzać.


Małgorzata Stasiak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *