Choroba bez melodramatu – recenzja filmu “Moje córki krowy”

Marta (Agata Kulesza), znana serialowa aktorka, nie ma zbyt dobrych relacji ze swoją młodszą siostrą Kasią (Gabriela Muskała). Kobiety zupełnie się od siebie różnią: Marta jest konkretna, stanowcza i chłodna, a Kasia uczuciowa, nieporadna i dziecinna. Choć dawno temu wyszła za mąż, mieszka z rodzicami i – zdaniem Marty – wykorzystuje ich. Kasia z kolei zazdrości siostrze tego, że od zawsze była ulubienicą ojca (Marian Dziędziel).

Akcję filmu napędza niespodziewana choroba matki bohaterek (Małgorzata Niemirska). Kobieta przechodzi natychmiastową operację i w stanie wegetatywnym leży w szpitalu. Jakby tego było mało, wkrótce okazuje się, że bardzo poważnie chory jest także ojciec. Marta i Kasia przekroczyły już czterdziestkę, ale dopiero teraz zaczynają sobie uświadamiać, że ich rodzice wkrótce odejdą. Kasia reaguje dość histerycznie, natomiast Marta stara się jak najlepiej wykorzystać te – być może ostatnie – chwile z rodzicami. Dokonuje rozliczeń, wspominając o sprawach, o których nigdy wcześniej z nimi nie rozmawiała. Choroby rodziców mają jedną pozytywną stronę: przy ich okazji wiecznie skłócone siostry będą miały szansę zbliżyć się do siebie.

Fotos_Art-010914-18

Rodzina w szpitalu. Materiały prasowe Kino Świat

Tytuł filmu nawiązuje do wypowiedzi ojca, który nazywa Kasię i Martę „krowami”. Obok pierwszoplanowego wątku ciężko chorej matki pojawia się drugi ważny motyw: relacja tata – córki. Dla obu kobiet jest ona bardzo ważna: Marta czuje się w pewien sposób pokrzywdzona, ponieważ ojciec nigdy nie zaakceptował żadnego jej mężczyzny, natomiast Kasia uważa, że dla taty była zawsze mniej ważna od siostry. Pomimo tego obydwie kochają i – każda na swój sposób – troszczą się o rodziciela.

Najmocniejszą stroną filmu są mocno zarysowane charaktery postaci i dobrze zagrane role. Choć Kasia jest może lekko przerysowana, a przy tym nieco irytująca, natomiast ojciec bywa nakreślony zbyt grubą kreską, postaci te nie są przy tym sztuczne; nie dają się także sprowadzić do roli typów. Zimna Kulesza gra jak zwykle świetnie. Warto także zwrócić uwagę na występującego na dalszym planie Marcina Dorocińskiego, który wciela się tutaj w nietypową dla siebie rolę życiowego nieudacznika: faceta bez pracy, żyjącego z pensji żony. Razić mogą czasami dość prostackie żarciki bohaterów, a także gburowate zachowanie ojca, które jednak nadal wpisuje się w rys postaci. Z drugiej strony portret taty wpada w pewną schematyczność – starszy Polak o konserwatywnych (a może zdroworozsądkowych) poglądach w sprawach damsko-męskich, który czasem musi sobie porządnie zakląć, a ze szpitala ucieka wprost do monopolowego.

Fotos_Art-130814-7

Skłócone siostry. Materiały prasowe Kino Świat

Reżyserka Kinga Dębska odcina się od melodramatyzmu i telenowelowych schematów. Film opowiada o sprawach trudnych i jednocześnie mocno przez kino zbanalizowanych, jednak scenariusz Moich córek krów mógłby się zdarzyć, i z pewnością nie raz się zdarzył, w realnym życiu. Obraz ten jest „normalny” w pozytywnym tego słowa znaczeniu i z pewnością przypadnie do gustu osobom wkraczającym w wiek średni, a także wszystkim zainteresowanym ciekawym rodzinnym kinem. Tekst reklamowy z plakatu brzmi: „Film prawdziwy jak życie”. Trudno się z tym nie zgodzić.


Małgorzata Stasiak

1 comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Free apk download Free pdf download