dekalog-iii

Dekalog III Krzysztofa Kieślowskiego – w poszukiwaniu właściwego wyboru

Naprawdę myślisz, że pojedziemy?”, pyta głównego bohatera trzeciej części „Dekalogu” jego żona, dzierżąc w dłoni kijki narciarskie, otrzymane w prezencie gwiazdkowym. „Spróbujemy”, odpowiada Janusz, ściągając charakteryzację św. Mikołaja, w którego roli występował podczas wigilijnego wieczoru. Owa „próba”, rozumiana w nieco szerszym kontekście – rekonstrukcji tego, co było, zbudowania czegoś od nowa, dotarcia do prawdy, wreszcie próba będąca swego rodzaju odcieniem niepewności to słowo – klucz, oddające w dużej mierze życiową postawę i dążenia bohaterów w tej części telewizyjnego cyklu.

W Wigilię Bożego Narodzenia rodzinną harmonię Janusza (w tej roli Daniel Olbrychski) zakłóca pojawienie się bliskiej mu jakiś czas temu kobiety (Maria Pakulnis), która pod pretekstem poszukiwań zaginionego męża chce na nowo przewartościować łączące ich niegdyś relacje; okazuje się bowiem, że obydwoje kochanków miało zupełnie inne wyobrażenie o zakończeniu tego romansu. Grudniowa noc, którą spędzą w swoim towarzystwie, stanie się dla każdego z osobna pewną życiową lekcją; niekoniecznie jednak niosącą za sobą gwałtowne zmiany i rewolucje.

Film rozpoczyna rozmyty, oparty na szerokiej gamie kolorystycznej kadr (na jego tle wyświetlane są również początkowe napisy), który stopniowo, na naszych oczach zyskuje pełną ostrość – i oto z bezkształtnej masy barw ukazuje się panorama rozświetlonego światłami miasta. Co istotne dla podstawowego ukształtowania sytuacji czasoprzestrzennej w fabule filmu, otwierającej sekwencji towarzyszy z wysiłkiem nucona, przypominająca trudny do zniesienia na poziomie artykulacji pijacki bełkot, ale jednak zachowująca w jakimś stopniu elementy oryginalnej melodii, kolęda „Przybieżeli do Betlejem”. W następnej scenie wiedza widza zostaje pogłębiona o kolejną informację – pieśń jest „wykonywana” przez nietrzeźwego jegomościa z choinką na plecach, który nie mogąc znaleźć domu, błądzi po zamieszkałym przez bohaterów „Dekalogu” warszawskim osiedlu, potykając się o samochód Janusza, siedzącego w środku w kostiumie św. Mikołaja. To swoiste wprowadzenie do historii z dwóch perspektyw jest bardzo znaczącym zabiegiem – przed odbiorcą zostaje już na początku postawiona zasadnicza refleksja, która będzie też w pewnym stopniu jednym z motywów obecnych w całości utworu ludzkie uczucie wyobcowania, połączone z silną potrzebą bliskości, zestawione w kolażu bożonarodzeniowych atrybutów – postaci św. Mikołaja, choinki, kolęd, utożsamianych w kulturze z ciepłem rodzinnej, świątecznej atmosfery.

dekalog-iii

Kadr z filmu

Ten sam schemat pojawia się chwilę potem – Kieślowski konfrontuje familijny obrazek kolacji w domu Janusza z obserwującą jego okno Ewą. Niedługo potem kobieta przyjeżdża do kościoła na Pasterkę – niczym widmo przeszłości wpatruje się nieruchomo w dawnego kochanka. Ostatecznie jednak mężczyzna ulega wysyłanym przez nią sygnałom – opuszcza rodzinę w wigilijną noc – i kolejne godziny spędza, przeczesując z Ewą pogrążone w świątecznym spokoju miasto, oddając się poszukiwaniom jej rzekomo zaginionego męża. Ten czas staje się dla reżysera kluczowy do ukazania pewnych mikrosytuacji, napięć pomiędzy bohaterami, z których widz ma wyciągnąć wnioski dotyczące ich wzajemnych relacji. Nie są to konwersacje rozbudowane; nie o słowa o tu chodzi, bo jeżeli są wypowiadane, to sączy się z nich tak niewytłumaczalny ból, niezrozumienie, że sama treść i próba posklejania wątków nic nie daje. Nie taki zresztą był zamysł reżysera; cały film opiera się właśnie na wcześniej przeze mnie wspomnianej i w różnych aspektach inaczej pojmowanej próbie – próbie znalezienia dystansu do przeszłości, która nie jest wcale aż tak odległa (w mentalności obojga protagonistów, a zwłaszcza Ewy). Kolejny zbudowany kontrast to porównanie sytuacji życiowej Ewy i Janusza po przerwanym z hukiem romansie. „Spadłeś na cztery łapy”, mówi Ewa do byłego kochanka, nie potrafiąc powstrzymać ironii i żalu. Gdy wraz z rozwojem akcji odkrywamy misterną intrygę Ewy i dowiadujemy się prawdy o jej związku z mężem oraz obecnej samotnej egzystencji, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że reżyser w jakimś stopniu wartościuje te dwie postawy – osobistej traumy kobiety, która tak mocno poddana jest oddziałującemu uczuciu tęsknoty za bliskością, że decyduje się zagrać va banque, byleby tylko móc spędzić z kimś dla niej ważnym wigilijną noc. Przedstawia jeszcze drugą – mężczyzny, który w zasadzie nie potrafi się określić – z jednej strony nie ma oporów przed postawieniem żony wraz z dziećmi w świąteczny wieczór, a z drugiej przerasta go emocjonalna szarpanina z Ewą

Światło to motyw budujący zarówno napięcie dramaturgiczne w filmie, jak i element będący czołowym składnikiem interpretacji całości dzieła. W większości scen dominuje średni klucz oświetleniowy, bardzo często jednak przełamywany jest kluczem niskim; ignorancją byłoby jednak poprzestanie tylko i wyłącznie na jego li tylko technicznej roli. W „Dekalogu III” światło uosabia zbudowaną znów na kontraście metaforę – brak oświetlenia w ciemnym mieszkaniu Ewy daje wyraz pewnej tęsknoty za życiem, które bezpowrotnie odeszło, a teraźniejszość jest określana poprzez samotność, natomiast rozświetlone mieszkanie Janusza oddaje ciepło domowego ogniska, tworzonego przez otoczenie bliskich i spędzanych wspólnie świąt Bożego Narodzenia. W wielu scenach dostrzec możemy, jak bohaterowie patrzą w swoim kierunku poprzez przenikające światło – czy to świecy, czy też po prostu lampek choinkowych, a nawet latarni z ulicy. Światło staje się swego rodzaju pomostem i przeszkodą w jednym, jeżeli chodzi o komunikację bohaterów; łączy ich i dzieli zarazem. Ponadto warto zauważyć inny, immanentnie wpisany w cykl „Dekalogu” symbol, znajdujący swoje przeznaczenie również w trzeciej części. W artykule „Symbol w Dekalogu Krzysztofa Kieślowskiego” Hanna Kowalska tak argumentuje jego znaczenie: „(…) Umownym łącznikiem świata duchowego/wewnętrznego ze światem zewnętrznym/ materialnym, jest w całym cyklu okno. Do pełnego zrozumienia jego symboliki pomocna będzie analiza psychologiczna Carla G. Junga, według której okno, jako, że pozwala obserwować rzeczywistość z odległej perspektywy, jest metaforą racjonalności. Bo przecież, by zachować rozsądek niezbędny jest dystans do chaosu zdarzeń. Jung postrzega okno, także jako symbol przenikania z racji tego, że jest ono otworem, łączącym odmienne przestrzenie.” To przez okno Ewa podgląda Janusza w jego mieszkaniu podczas świątecznego wieczoru, a także obserwuje go na parkingu z własnego mieszkania. Za każdym razem po raz kolejny odnajdujemy spójność w takim zestawieniu, gdy powiążemy je z koncepcją ukazywania bohaterów i ich przestrzeni w kontrastowym formacie fabularno – estetycznym.

Ciekawą rzeczą jest natomiast kwestia muzyki w „Dekalogu, III” – dosłownie kilkukrotnie kompozycja Zbigniewa Preisnera pełni funkcję ilustracyjną do przedstawianych w filmie zdarzeń, w większości obrazu mamy jednak do czynienia z dźwiękiem diegetycznym. Oszczędność w warstwie dźwiękowej wiąże się z ascetycznym klimatem filmu i nie zaburza odbioru przekazywanych treści.

Jedną z bardziej priorytetowych kwestii w trakcie omawiania każdej części „Dekalogu” jest porównanie filmowej wypowiedzi Kieślowskiego i przykazania, które miało być związane z danym odcinkiem cyklu. „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” u Kieślowskiego nie jest eskalacją wynurzeń na tle społeczno-religijnym, a obrazem bezsilności człowieka wobec przeszłości, która przychodzi jak niezapowiedziany gość na wigilijną wieczerzę, by znów pogłębić wątpliwości co do słuszności własnych wyborów, a następnie pozostawić w punkcie wyjścia. Kieślowski nie daje jasnych rozwiązań; niezdecydowana i objawiająca spore oznaki tchórzostwa postawa Janusza nie znajduje jednostronnie krytycznej oceny w finale filmu. Czy pozory własnego rodzinnego szczęścia mogą dać przewagę nad czyjąś niewyobrażalną samotnością, która sprawia, że podejmuje się desperackie kroki? Kto w tej walce jest wygranym? Oczywista odpowiedź na te pytania jest niemożliwe, bowiem celem reżysera nie jest ferowanie życiowych wyroków na swoich bohaterach, a przenikliwa penetracja ich głęboko skrywanych lęków i słabości, przed którymi nie ma często żadnej ucieczki, choćby niczym filmowy Janusz, bardzo próbowało się ukryć za maską cynizmu przesiąkniętego kroplami obojętności. Ona spada – prędzej czy później zawsze spada – a człowiek pozostaje, bezbronny niczym dziecko wobec nowej rzeczywistości.


Julia Łojko

Bibliografia:

  1. Hanna Kowalska, Symbol w <Dekalogu> Kieślowskiego, [w:] www.film.org.pl Warszawa 2010.
  2. Stanisław Zawiślański, Kieślowski – ważne, żeby iść…, Warszawa 2005.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *