han solo

Han Solo – recenzja

Han Solo powrócił

Na ocenę filmu składa się wiele czynników. Przeważnie najistotniejszym z nich jest fabuła: oceniamy ciąg zdarzeń i decydujemy, czy film był według nas ciekawy. Najczęściej w drugiej kolejności patrzymy na to, czy jest ciekawie skomponowany, jak wykreowane są postaci; w zależności od gatunku mniej lub bardziej ważne mogą być scenografie. W przypadku filmu Han Solo: Gwiezdne wojny – historie najważniejszym kryterium oceny od początku miała być kreacja głównego bohatera, wybitnej roli Harrisona Forda z Gwiezdnych wojen od IV do VII. Han Solo to postać, którą zna być może więcej osób, niż oglądało film. Z pewnością jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych bohaterów popkultury.

Wybór twórców filmu o Hanie Solo (fabularnie usytuowanego między III a IV epizodem GW) padł na Eldena Ehrenreicha, młodego aktora o ustalonej opinii przereklamowanej gwiazdeczki. Elden tylko w niewielkim stopniu przypomina Harrisona Forda sprzed lat, dlatego jeszcze przed premierą wydawało się, że na najważniejszym polu Han Solo już poniósł klęskę. Rzeczywistość okazała się mniej brutalna, Elden aktorsko spisuje się dobrze, a za niezbyt dobre odwzorowanie postaci winę ponosi jedynie sztab kadrowy i charakteryzatorzy.

Skoro jesteśmy już przy kadrach, najjaśniejszą gwiazdą filmu zdaje się być Woody Harrelson (Urodzeni mordercy, Skandalista Larry Flynt), wcielający się w postać, którą dopiero zaczyna naśladować młody Han Solo, kreując swój znany z Nowej nadziei styl. Tobias Beckett to awanturnik stojący na czele niedużej grupy operacyjnej, wykonujące niebezpieczne zadania. Młody Han Solo przyłącza się do nich, by rozpocząć niezależne życie. Innym znanym aktorem, pojawiającym się na ekranie, jest Paul Bettany (Piękny umysł, Kod da Vinci, Pan i władca na krańcu świata).

han solo

Han Solo
Kadr ze zwiastuna

Zadanie odtworzenia postaci Hana Solo jest tym bardziej skomplikowane ze względu na konserwatyzm odbiorców, dla których Hanem Solo jest tylko Harrison Ford i nawet najlepsza kreacja aktorska nie jest w stanie tego zmienić. Przystępując do produkcji z takim bagażem negatywnych emocji, twórcy musieli przekonać do siebie widzów błyskotliwą fabułą i wieloma odniesieniami do pozostałych części Gwiezdnych wojen. Biorąc pod uwagę obraz bohatera, jaki widzimy w Nowej nadziei, jego przeszłość nie powinna być nazbyt epicka. Han jest przemytnikiem, nie wychodzącym z cienia drobnym przestępcą, najemnikiem, kimś w rodzaju kosmicznego pirata. Dlatego logicznym jest, że początki jego działalności powinny rodzić się w mroku spelun typu kantyny w Mos Eisley lub miejskim klimacie zbliżonym do Łowcy androidów Ridleya Scotta. Coś takiego obserwujemy rzeczywiście w krótkiej ekspozycji. Potem jednak – jak przystało na typowy blockbuster – zaczynają się ważyć losy całej galaktyki i Han Solo, którego Obi-Wan i Luke przypadkiem spotykają na początku przygody, okazuje się być cichym bohaterem uniwersum i jego późniejsza rola dowódcy floty Rebelii wcale nie jest najważniejszym wkładem w bieg wydarzeń.

Mniejsza zresztą o to. Przyjmując niezbyt lotną fabułę z przymrużeniem oka, przez większość seansu obserwujemy całkiem przyjemną, ciekawą historię, podczas której całkiem wiarygodnie kreuje się na naszych oczach charakter dorastającego Hana Solo. W końcowej fazie filmu pojawiają się niestety niewytłumaczalne absurdy, które intrygują gawiedź, ale są niewybaczalne dla fanów oczekujących pewnego poziomu racjonalności. Film jest zatem przyjemny w odbiorze, ale nie należy nastawiać się na wysoką logikę scenariusza – tego disnejowskie Gwiezdne wojny już nam chyba nie dostarczą.


Stanisław Rohnka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Free apk download Free pdf download