Nie taka ponura dystopia. Recenzja filmu High-Rise

High-Rise, nowy film Bena Wheatley’a (Turyści) oparty jest na powieści Wieżowiec autorstwa J. G. Ballarda. Książka napisana została w latach 70. ubiegłego stulecia, a jej akcja rozgrywa się już w XXI w. Wheatley sytuuje czas wydarzeń podobnie: samochody i sprzęt elektroniczny sugerują, że historia ma miejsce kilkadziesiąt lat temu, ale już od pierwszych kadrów filmu, przedstawiających nowoczesne, czterdziestopiętrowe wieżowce widać, że mamy do czynienia z opowieścią w pewien sposób wybiegającą w przyszłość.

high-rise2

Tom Hiddleston w roli głównej. Kadr z filmu

Do jednego z wieżowców wprowadza się doktor Laing (Tom Hiddleston), który szuka spokoju i odpoczynku po trudnych rodzinnych przeżyciach. Jak się można domyślić, w nowym mieszkaniu spotka go zupełnie co innego. Wysokie bloki kojarzą się z zimnymi, sterylnymi klatkami schodowymi i zupełnie nieznającymi się sąsiadami, którzy ledwo odpowiadają na powitanie. Jednak w Hish-Rise sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Laing bardzo prędko poznaje rezydentów sąsiednich mieszkań, nawiązuje romans z piękną i samodzielną Charlotte (Sienna Miller), a także daje się wciągnąć w wir wystawnych przyjęć. Pozna nawet architekta budynku (Jeremy Irons), który żyje na najwyższym piętrze wysokościowca, a na czterdziestym piętrze przed mieszkaniem ma pokaźny ogród, po którym jego żona jeździ konno. Co jeszcze znajduje się w wieżowcu? Basen, siłownia, szkoła i kilka supermarketów. Aby normalnie żyć, nie trzeba wychylać nawet nosa poza grube mury budynku. Osiedle pięciu drapaczy chmur oderwane jest od rzeczywistości i od początku sugeruje, że twórcy posłużyli się tutaj metaforą. Diagnoza jest prosta: odbiorca ma do czynienia z wizją społeczeństwa w pigułce. Wszystko, co w High-Rise istotne, zdarzy się wewnątrz wieżowca.

high-rise wieżowiec

Wieżowce. Kadr z filmu

Duże znaczenie w filmie odgrywa podział na klasy społeczne. Dolne piętra zajmują biedniejsi, natomiast wyższe bogacze – przy czym trzeba zaznaczyć, że nikt z mieszkańców takiego miejsca nie może być zupełnie bez pieniędzy. Jedna z bohaterek pragnie mieszkać wyżej, ponieważ zazdrości zamożnym większej ilości światła w mieszkaniach. Dążenia do podwyższenia swojego statusu społecznego są więc prostymi, słabo umotywowanymi zachciankami. Choć wydaje się, że na wyższych piętrach życie upływa przyjemniej, jest to złudne: ich mieszkańcy także mają problemy i nie są stuprocentowo zadowoleni z życia. Król społeczności – architekt, chciał stworzyć idealne miejsce, które będzie zachęcało ludzi do pozytywnych zmian. Wciąż zmaga się z pytaniem, gdzie popełnił błąd, gdy w wieżowcu brakuje prądu lub zapychają się zsypy na śmieci. Bohater ubrany jest na biało, mieszka najwyżej, jak się da i ma wielką władzę. Nietrudno rozszyfrować nawiązanie do toposu Boga-architekta, który zaprojektował i stworzył cały świat. Jednak okaże się, że jego moc podlega pewnym ograniczeniom.

Pewnego dnia w budynku zaczynają się rozruchy. Podburzani przez Richarda Wildera (Luke Evans) mieszkańcy dolnych pięter urządzają szaloną imprezę, która będzie miała opłakane skutki. Bogacze z góry nie mogą pozostać w tyle i z zapałem włączają się do konkurencji na najlepszą balangę, co doprowadzi do katastrofy. Liang, który pragnie odciąć się od zamieszek, musi zostać w nie jakoś wplątany. Choć mieszka już jakiś czas w wieżowcu, nie traci perspektywy obserwatora, jest jakby poza ukazywanymi wydarzeniami. Gdy stary świat zapada się pod biczem rewolucji, on w szale maluje ściany swojego mieszkania. Daje się jednak ponieść dzikim nastrojom panującym w budynku i wykroczy poza ramy swojej uporządkowanej egzystencji.

High-Rise jest antyutopią, która – jak chyba każda utopia – stara się powiedzieć coś nie o przyszłości, ale teraźniejszości. Ben Wheatley krytykuje kapitalizm i ukazuje, jak w obliczu przesytu i społecznego niezadowolenia rodzi się rewolta, czy też może nawet rewolucja. Ciekawie zarysowuje sylwetki głównych bohaterów, które nie wymykają się typizacji, jednocześnie jednak ukazane są subtelnie. Szalone tempo i brak klasycznej, spójnej narracji powodują, że High-Rise ogląda się jakby przez kalejdoskop, atrybut jednego z dziecięcych bohaterów filmu. Gdy po zamieszaniu opadnie kurz, wszystko zacznie toczyć się po staremu, ale czy na pewno…?


Małgorzata Stasiak

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Free apk download Free pdf download