szturmowcy Imperium
kadr ze zwiastuna

Łotr 1 – misja, która zmieniła galaktykę

Zeszłoroczna premiera Przebudzenia Mocy wywołała u odbiorców mieszane uczucia. Nieco bardziej wymagającym fanom film ten nie mógł się podobać ze względu na mnogość absurdów, całkowicie niepasujących do świata przedstawionego. Dlatego jednym spin-off Łotr 1 mógł przynieść nadzieję na to, że kolejne części sagi będą lepsze, inni zaś obawiali się, że produkcja zniszczy całościowy obraz dzieła George’a Lucasa. Ostatecznie wynik można umieścić gdzieś pośrodku tych przewidywań, ale zdaje się, że po seansie można spokojnie odetchnąć z ulgą.

szturmowcy Imperium kadr ze zwiastuna

szturmowcy Imperium
kadr ze zwiastuna

Nie oznacza to jednak, że 15 grudnia premierę miał dobry film. Na pewno nie. Prezentuje się on nieźle w porównaniu z zeszłoroczną klapą (pod względem fabuły), ale nie w porównaniu z najlepszymi częściami Gwiezdnych wojen. Przede wszystkim uderza miałkość historii i nieprzyzwoita schematyczność. Po raz kolejny twórcy próbują iść na skróty, zbyt szybko zmuszając widzów do emocjonalnego zaangażowania się w losy bohaterów, których przecież dopiero poznajemy. Wszechobecny patos, heroizm i dialogi od połowy filmu brzmiące w uproszczeniu: „walczymy do końca, nigdy nie wolno się poddawać” – to pierwszy i chyba najważniejszy błąd twórców.

Łotr 1 przyniósł powrót kilku postaci, które nie pojawią się już w kontynuacji sagi: liderów Rebelii Mon Mothmy i Baila Organa, imperialnego przywódcy Tarkin, księżniczki Leii i Dartha Vadera. Wszyscy pojawiają się przez krótki czas, co ze względów fabularnych jest całkowicie zrozumiałe. Można jednak odnieść wrażenie, że postać księżniczki Leii została wprowadzona kuchennymi drzwiami, na skróty, bez logicznego powiązania z akcją. Jeżeli powodem tego był brak czasu to szkoda, ponieważ finałowa strzelanina ciągnie się w nieskończoność, nie wprowadzając przy tym nic ciekawego. Na plus można zapisać za to epizod Dartha Vadera, którego rola jest objętościowo nieduża, ale znacząca i prawdziwie efektowna.

Po raz kolejny w nowoczesnym kinie rzuca się w oczy poprawność polityczna. Nie ma nic złego w tym, że przełamano rasową monotonię ludzkiego gatunku przedstawionego w oryginalnych częściach, choć była ona o tyle zasadna, że zastępowała ją rozmaitość gatunkowa form humanoidalnych. W Łotrze 1 drużyna głównych bohaterów to prawdziwy konkurs rozmaitości, niemal każdy bohater jest przedstawicielem innej rasy. Przy okazji stworzono w ten sposób ciekawą obsadę, zawierającą takie nazwiska, jak: Forest Whitaker, Donnie Yen czy Mads Mikkelsen. Wrażenie robi również technika komputerowa, która „przywróciła do życia” Petera Cushinga w roli wspomnianego Wilhuffa Tarkina.

K-2SO - robot o ciętym języku kadr ze zwiastuna

K-2SO – robot o ciętym języku
kadr ze zwiastuna

Główną bohaterką filmu jest Jyn Erso (Felicity Jones), córka wybitnego konstruktora, wykorzystywanego przez Imperium do budowy Gwiazdy Śmierci. Schemat budowy postaci jest aż nadto znany. W młodzieńczym wieku zostaje rozdzielona ze swoimi rodzicami, a wychowuje ją przywódca szczególnie wojowniczego odłamu Rebelii. W ten sposób Jyn staje się silną, niezależną dziewczyną, która potrafi o siebie zadbać w każdych warunkach. Postać niemal bliźniacza z Rey z Przebudzenia Mocy. Bardzo szybko trafia na nią Cassian Andor (Diego Luna), żołnierz Rebelii, który tworzy z Jyn Erso nierozerwalną parę, tak typową dla produkcji Disneya.

Konwencją Łotr 1 nie odbiega od schematu Gwiezdnych wojen jako całości. Zawiera mnóstwo wartkiej akcji, nieprawdopodobnych zdarzeń, kilka żartów sytuacyjnych, sporo sentymentów i heroizmu. Zabrakło niestety jakiegoś elementu, który szczególnie przyciągnąłby uwagę widza. Nie da się ukryć, że niewątpliwą popularność film ten zawdzięczać będzie marce, a nie swojej własnej wartości. Nie spodziewam się, by obraz ten był długo rozpamiętywany przez fanów.

 


Stanisław Rohnka

1 comment

  • Elen

    Widać, ze Disneyowi dużo lepiej wychodzą bajki, gdzie ewentualną schematyczność i płytkość fabuły tłumaczyć można młodym wiekiem odbiorców, przez co aż tak nie razi. Mimo wszystko przy najbliższej okazji obejrzę sobie ten film.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *