mezczyzna imieniem ove

Zapowiedź filmu “Mężczyzna imieniem Ove”

14 lipca 2017 roku polską premierę w kinach będzie miał szwedzki komediodramat Mężczyzna imieniem Ove w reżyserii Hannesa Holma. Opowieść o zgorzkniałym staruszku (w tej roli Rolf Lassgard), który pod wpływem nowo poznanych sąsiadów dokonuje rewolucji w swoim życiu ma słodko-gorzki liryczny wydźwięk, kojarzony nierozerwalnie z takimi filmami, jak choćby Forrest Gump.

mezczyzna imieniem oveNominowany do Oscara w dwóch kategoriach (najlepszy film nieanglojęzyczny oraz charakteryzacja), z ważniejszych nagród zdobył Europejską Nagrodę Filmową w sekcji “Komedia”. Reżyser Hannes Holm w wielu wywiadach przyznawał się do nienaturalnego, wręcz obsesyjnego lęku przed śmiercią, stawiając siebie w tej kwestii obok szwedzkiego mistrza kina, Ingmara Bergmana. W przedstawionej przez niego filmowej historii ten strach również jest obecny – w postawie i zachowaniu tytułowego Ove. Śmierć żony odcisnęła na nim niezmywalne piętno i sprawiła, że zaczął pałać nienawiścią do otoczenia. Zgorzknienie i wrażenie beznadziei egzystencji, przebijające z postaci Ove przekłada się na jego stosunek do sąsiadów i napotkanych ludzi. W swojej terminologii używa pojęcia “idioci” na określenie irytujących go nie jednostek, a całej zbiorowości społeczeństwa.

Choć o podobnej tematyce powstało wiele filmów, gros recenzentów zwróciło szczególną uwagę na sposób i perspektywę ukazania historii Ove. „Wielką zaletą filmu Holma jest subtelne choć czarne poczucie humoru, które zostaje tu wymieszane z ckliwą historią o miłości. Jeśli odnotujemy fakt, że jest to obraz szwedzki, to już stereotypowe postrzeganie Szwedów jako zimnych, praktycznych ludzi staje się ruiną. „Mężczyzna imieniem Ove” to przede wszystkim świetna i mądra zabawa, która uczy, że przezwyciężyć kłopoty można jedynie gdy ma się kogoś obok, a alienacja nie służy nikomu” pisał Przemysław Mudlaff na swoim blogu. Z kolei Berenika Kochan z portalu film.org.pl podkreślała pewną nietypowość obrazu wobec stereotypu kinematografii szwedzkiej: „Zaskoczyli mnie Szwedzi, że zrobili film tak lekki w odbiorze, o klimacie niemal amerykańskim – dotąd ich domeną było niedopowiedziane kino melancholii, „cieplejsze” i bardziej serdeczne niż norweskie, ale wciąż skandynawskie.” Mężczyzna imieniem Ove wchodzi do polskich kin dopiero teraz, po dwóch (!) latach od jego międzynarodowej premiery oraz obecności na wielu festiwalach, w tym również w Polsce. Zdobywając uznanie zarówno wśród wysmakowanej i niekiedy wybrednej publiczności festiwalowej, powinien spotkać się z równie ciepłym przyjęciem widzów szukających w kinie zwykłego rodzaju ukojenia w meandrach innej niż ich codzienna rzeczywistości.


Julia Łojko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *