“Przełęcz ocalonych” – recenzja

Na piątym filmie w reżyserii Mela Gibsona ciążył z pewnością pokaźny bagaż oczekiwań. Nic dziwnego, bo oprócz przyzwoitego debiutu pt. Człowiek bez twarzy, każde kolejne jego dzieło (Waleczne serce, Pasja, Apocalypto) było niezwykle interesujące. Przełęcz ocalonych podejmuje temat nietypowej, wręcz niesamowitej historii z czasów drugiej wojny światowej. Młody szeregowy Desmond Doss z powodu przekonań odmawia noszenia broni nawet na etapie szkolenia w bazie wojskowej. Ze względu na tematykę i poprzez postać Gibsona, Przełęcz ocalonych przywodzi na myśl skojarzenia z Byliśmy żołnierzami R. Wallace’a z 2002 roku (zresztą podobno reżyser ten był przymierzany również do tej produkcji). W obu filmach wojna pokazana jest w podobny sposób.

Odmawianie jakiegokolwiek kontaktu z bronią nie jest bynajmniej poglądem na tyle kontrowersyjnym, by zrobić o nim film. Rzecz nieco się gmatwa, gdy upiera się przy tym żołnierz, a w dodatku taki, który zgłosił się do armii na ochotnika. Tę decyzję Desmonda zrozumieć próbują wszyscy napotkani ludzie, ale żadnemu się to nie udaje. Przełęcz ocalonych to opowieść o walce, a pierwsze trudne przeszkody czekają na szeregowego Dossa wcale nie na Okinawie, a na terenie znacznie bliższym jego domu. Dowódcy obozu szkoleniowego mają problem. Każdy oddział żołnierzy to zespół, a jednym z głównych zadań szkolenia jest pozbycie się z tego zespołu najsłabszych elementów, które mogą zagrozić życiu innych. Dowódcy niemal każdego szczebla uważają, że Doss będzie dla ich armii piątym kołem u wozu i na różne sposoby starają się go pozbyć. On jednak jest uparty.

Postać Desmonda poznajemy znacznie wcześniej. Twórcy filmu pokazują widzom, że jego zdecydowane poglądy i upór biorą się z trudnych przeżyć z dzieciństwa i wieku młodzieńczego, a także z doświadczeń ojca – weterana I wojny światowej, którego traumatyczne przeżycia z frontu wpędziły w alkoholizm i nieuleczalny stan psychicznego załamania. Sam Desmond jest postacią głęboko uduchowioną, której życiowym celem jest niesienie ludziom nadziei i pomocy w trudnych sytuacjach.

Choć Przełęcz ocalonych to z pewnością film z gatunku heroicznych wyciskaczy łez, usprawiedliwia go fakt, że przedstawia bez zbędnych przerysowań historię absolutnie nieprawdopodobną. Pomimo iż styl prowadzenia narracji jest zbyt „spielbergowski”, nie odbiera to całkowicie wartości dziełu Gibsona. Dialogi w wątkach romantycznych są miałkie i momentami żenujące, a wydarzenia z pola walki zbyt patetyczne. Z drugiej strony są tam sceny bardzo zabawne, a są i takie, które chwytają za serce.

W rolę głównego bohatera wcielił się Andrew Garfield. Jego aktorstwo na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu, ale trzeba przyznać, że pod kątem cech fizycznych został dobrany bardzo dobrze. Wyróżniają się za to drugoplanowi aktorzy: Hugo Weaving jako rozbity psychicznie ojciec Desmonda oraz Vince Vaughn jako sierżant Howell, bezpośredni przełożony głównego bohatera.

Podczas oglądania scen batalistycznych uderza sztuczność grafik komputerowych, które zastępują wszystkie najpoważniejsze wydarzenia batalistyczne. Prowadzący ostrzał pancernik wygląda jak wyjęty z gry komputerowej z poprzedniej dekady, a żołnierze opuszczający plażę maszerują na tle planszy z graficznie przedstawionym krajobrazem (jak widać, historia kinowa zatoczyła koło). Pewnie przyjdzie nam czekać wiele lat zanim filmy akcji znów będą wyglądać realistycznie.

 


Stanisław Rohnka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Free apk download Free pdf download