sweet country

Sweet country – recenzja

Gdzieś tam jest Sweet Country

Akcja westernów toczy się na Dzikim Zachodzie w Ameryce, każde dziecko o tym wie. Jednak Australijczycy również chcą mieć coś do powiedzenia, ponieważ ich kraj przełomu XIX i XX wieku prezentował się łudząco podobnie, z tą samą anarchią, zbliżonym, suchym klimatem, zabójczym słońcem i kwitnącym niewolnictwem. Taki właśnie jest film Sweet Country (reż. Warwick Thornton), opowiadający historię aborygena popadającego w konflikt z prawem.

Nie jest żadną tajemnicą, na czym skupi się tego typu film. Czarnoskóry mieszkaniec jednego z gospodarstw nie przypuszcza, żeby mógł dochodzić swych praw w sądzie. Rzeczywistą władzę w regionie mają okrutni biali osadnicy, dla których życie tubylca nie przedstawia większej wartości. Pojawienie się w miasteczku w celu wyjaśnienia swojego postępowania to jak samobójstwo. Jest to zatem opowieść o społecznej niesprawiedliwości, o represjach na tle rasowym, ale też o zmianach, które w czasach po pierwszej wojnie światowej zaczęły powoli docierać na australijską prowincję.

Sweet Country oparte jest na prawdziwych wydarzeniach i wygląda na to, że oparte zostało całkiem stabilnie. Rozwój akcji i sposób postępowania postaci jest bardzo życiowy, pozbawiony odrealnionych hollywoodzkich schematów, również ich charaktery są bardzo zróżnicowane. Co prawda w tym świecie raczej biały czarnemu nie popuści, ale każdy z bohaterów jest inny, w każdym tkwi inna sprzeczność. Szef głównego bohatera traktuje go jak równego sobie, jest bardzo religijny i cały czas czyta Biblię, jego sąsiad, Mick Kennedy, traktuje swoich niewolników ostro, ale tylko do pewnego stopnia, za to nowo przybyły Harry March postępuje wobec czarnoskórych jak wobec przedmiotów.

sweet country

Kadr z filmu
materiały dystrybutora

Chociaż film jest raczej kameralny, prezentuje aż około dziesięciu znaczących bohaterów, z których każdy posiada oryginalną charakterystykę. Patrząc na każdego z osobna, widz może wyobrazić sobie naprędce jego ciekawą biografię. Są to zatem postaci z krwi i kości, wykreowane przez nienagannie spisujący się zespół aktorów, z kilkoma debiutanckimi rolami, głównie w przypadku czarnoskórych bohaterów. Z dużą dozą dokładności odwzorowano też realia epoki, zaimplementowano dobrą muzykę, a zdjęcia realizowano w nader interesujących plenerach. Strona techniczna filmu stoi zatem na bardzo wysokim poziomie.

Na uwagę zasługuje również ciekawa reżyseria i montaż. Akcja przeplatana jest krótkimi, enigmatycznymi retro- lub futurospekcjami, które potrafią w kilka sekund zaprezentować nam skrótową wersję jakiejś dygresji z czasów jeszcze sprzed akcji filmu. Na polu montażu twórcy stosują bardzo skuteczne elipsy czasowe, broniące widza przed uczuciem znużenia i oszczędzające czas. Bowiem w niespełna dwóch godzinach filmu przekazana została naprawdę długa i powikłana historia. Nie jest to również dużo czasu na wykreowanie tak wielu wiarygodnych postaci.

Podsumowując, do Warwicka Thorntona mogliby się uczyć filmowcy starający się zmieścić treść powieści w półtoragodzinnej produkcji. Kilkusekundowe przebitki, częsta cisza i oszczędne dialogi budują niepowtarzalny klimat filmu. Dużo w tym wszystkim jest natury, są wzgórza, pustynie i sadzawki; są dzikie plemiona, skorpiony i upał, od którego można by oszaleć.


Stanisław Rohnka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Free apk download Free pdf download