utoya 22 lipca

Utoya, 22 lipca – recenzja filmu

Utoya, 22 lipca – tytuł, który polskiemu widzowi nic nie mówi na pierwszy rzut oka, a być może na żaden kolejny również. Zdecydowanie więcej wyjaśnia za to nazwisko Anders Breivik, które chyba na stałe zapadło w pamięć większości osób śledzących wydarzenia za świata. Z tym stanem rzeczy starają się walczyć twórcy filmu (reżyser Erik Poppe), którzy wymazują nazwisko zamachowcy – już dzisiaj zresztą zmienione – z kinowej fabuły. W ten sposób stworzyli film o wydarzaniach, których główny sprawca, zdecydowanie anty-bohater, prawie się w nim nie pojawia.

Utoya – sytuacja bez wyjścia

22 lipca Breivik (dziś Fjotolf Hansen) dokonał w Norwegii dwóch zamachów terrorystycznych, zabijając łącznie 77 osób, raniąc kilkadziesiąt kolejnych, szokując setki milionów. Najbardziej nieprawdopodobne były doniesienia z wyspy Utoya, gdzie przebrany za policjanta i uzbrojony po zęby zamachowiec dokonał prawdziwej rzezi na uczestnikach zjazdu młodzieżówki norweskiej Partii Pracy. W tym miejscu warto dodać, że Utoya, 22 lipca jest produkcją, mającą na celu połączenie zamachu Norwega z ruchami narodowymi, które zyskują na popularności w Europie. Seans kończy się słowami Prawicowy ekstermizm rośnie w siłę w Europie i krajach zachodniego świata. Terroryści mają własną interpretację pojęcia wroga, a ich pogląd staje się coraz powszechniejszy. Niestety twórcy nie precyzują, jakie konkretnie zjawiska mają tu na myśli.

Mimo zgrzytów, jakie zawsze powoduje w filmie eksplicytne formułowanie ideologii, jaka za nim stoi, trzeba przyznać, że Utoya została zrealizowana przekonująco i profesjonalnie. Przez większość czasu kamera podąża za główną bohaterką – nastoletnią Kają, która na obozie partyjnym czuje się bardzo swobodnie. Można domniemywać, że była w jakiś sposób zaangażowana w organizację wydarzenia, sprawuje też w pewnym stopniu nadzór nad młodszą siostrą. Poznajemy ją w momencie, gdy na wyspę dotarła informacja o zamachu bombowym w Oslo. Wszyscy są wstrząśnięci, jednak nie opuszcza ich dobry humor. Nastolatkowie gromadzą się w różnych miejscach i dyskutują o porannym wydarzeniu, zajadając się goframi z dżemem. Wtedy rozlegają się pierwsze strzały. Dezinformacja i chaos – to najlepszy opis tego, co dzieje się później na wyspie.

utoya 22 lipca

Koszmar 22 lipca

Wydarzenia przedstawiono w czasie rzeczywistym z dużą dozą realizmu. Towarzysząc młodym ludziom w opresji, możemy naprawdę wczuć się w sytuację, poznać ją od poszewki. Tak to właśnie mogło wyglądać, dużą część seansu będziemy oglądać bohaterów kryjących się za różnymi obiektami, trwających w jednym miejscu przez długie minuty, nasłuchujących wystrzałów, dochodzących z innej części wyspy. Zagrożenie jest odległe, tajemnicze i działające na wyobraźnię. Ktoś zauważył, że zamachowiec jest ubrany w mundur policjanta, jak zatem oczekiwać pomocy od policji? Nikt też nie doszedł do wniosku, że strzela tylko jedna osoba, więc co, jeżeli jesteśmy otoczeni?

Nie tylko dopasowanie czasu jest zabiegiem godnym uwagi, lecz film pozbawiony jest również niemal w ogóle cięć montażowych. Kamera – a jakże – prowadzona jest w sposób chaotyczny, rozdygotany, jak gdyby filmował uczestnik wydarzeń. Nie jest to jednak w stu procentach konsekwentne, ponieważ w kilku chwilach widać dobrze, że nie jest to jedna z postaci (czasem stoi, gdy padają strzały), a w innych momentach pada na ziemię, pokazuje błoto, trawę. Można to jednak wybaczyć, jeżeli faktycznie lwia część filmu została nagrana jednym ujęciem.

Podsumowując: jako przedstawienie zamachu z 22 lipca, Utoya wypada przekonująco i chwyta za serce. Kompletnie niepotrzebne jest jednak wykorzystywanie tragedii do prowadzenia politycznej propagandy. Nawet jeżeli czyn Breivika był manifestem poglądów – co akurat nie zostało w filmie przedstawione – zagraniem poniżej pasa jest przypisywanie go innym nurtom.


Stanisław Rohnka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Free apk download Free pdf download