w sieci

W sieci – recenzja koreańskiego filmu

Złowiony w sieci

Korea od 1945 roku pozostaje podzielona. Po zakończeniu II wojny światowej północna część kraju znajdowała się pod okupacją radziecką, a południowa – pod amerykańską. W 1948 proklamowano powstanie dwóch osobnych państw, które w latach 1950-1953 toczyły krwawą wojnę o zjednoczenie pod jednym z rządów. Konflikt nie przyniósł rozstrzygnięć, a tylko pogłębił tkwiącą w ludzkiej świadomości niechęć do ziomków zza 38. równoleżnika. Oficjalnie oba kraje pozostają w stanie wojny i prowadzą nieustanną rywalizację zbrojeniową i wywiadowczą. Po ponad 70 latach od podziału, dawniej biedniejsze południe stało się ekonomicznym kolosem, a PKB w przeliczeniu na mieszkańca jest 15-krotnie wyższe niż u północnego sąsiada.

Film W sieci, którego reżyserem jest znany koreański twórca Ki-duk Kim, opowiada o obywatelu Północy, który przypadkowo przekracza morską granicę i trafia do Korei Południowej. Dzieje się tak, ponieważ rybacka sieć zaplątała się w silnik łodzi, którą bohater codziennie rano wypływał na połów. Próby oswobodzenia kończą się zniszczeniem silnika, a bohater mimo gróźb nie decyduje się na porzucenie łódki, ponieważ – jak przekonuje – stanowi ona cały jego majątek. W konsekwencji trafia zagranicę, gdzie naturalnie podejrzewa się, że został on przysłany na przeszpiegi. Trafia do niewoli i jest intensywnie przesłuchiwany przez sadystycznego, zakompleksionego detektywa, któremu zależy nie tyle na dotarciu do prawdy, ile na wymuszeniu przyznania się do winy.

Istotnym aspektem akcji filmu jest ukazanie reakcji Koreańczyka z odizolowanego kraju na widok bogatszego sąsiada. Bohater jest świadom, że po powrocie będzie szczegółowo przesłuchiwany, dlatego stara się nie zobaczyć absolutnie niczego, przejeżdżając przez Seul z zamkniętymi oczami. Mimo oczywistych różnic, twórcy filmu – skierowanego przecież do mieszkańców Południa – przewrotnie starają się pokazać wady swojego kraju. Zwracają uwagę na potężne w ich kraju marnotrawstwo jedzenia i urządzeń elektrycznych, których brakuje na Północy. A mimo przepychu żyją w Seulu ludzie biedni, ukazani na przykładzie prostytutki, sprzedającej się w jednej z podlejszych dzielnic, by utrzymać rodzinę. Obraz Korei Południowej, przedstawiony przez pryzmat mieszkańca Północy, ma być otrzeźwiającym policzkiem dla społeczeństwa, żyjącego w poczuciu wyższości.

w sieci

kadr z filmu
materiały dystrybutora

Drugą ważną cechą filmu jest pokazanie, że w obu częściach kraju żyje ten sam naród, a mieszkańcy Północy to bracia, a nie wrogowie. Przy pomocy postaci głównego bohatera i jego rodziny przedstawia się mieszkańców komunistycznego kraju jako dobrych ludzi, żyjących w złym ustroju. Z drugiej strony negatywnie przedstawiona postać oficera przesłuchującego bohatera symbolizuje postawę zaciekłości i żądzy zemsty mimo dziesięcioleci, które upłynęły od konfliktu. Pojednanie narodów byłoby jednym z bardziej wymagających zadań rządu po ewentualnym zjednoczeniu.

W negatywnym świetle ukazane są służby specjalne Korei Południowej, które stosują brutalne, toporne techniki przesłuchań i na siłę tworzą sobie wrogów. Uparcie forsują pozostanie głównego bohatera na Południu, w nadziei na mocny wydźwięk propagandowy tego wydarzenia, ale w sposób zupełnie nieludzki nie szanują jego woli powrotu do rodziny. Wkrótce okazuje się, że metody śledcze są w gruncie rzeczy takie same po obu stronach granicy.

Zadanie, którego podjął się reżyser, o przedstawieniu życia mieszkańca Korei Północnej w filmie tworzonym na Południu, jest niezwykle ciekawe i wymagające. Twórcy filmu wyraźnie zależało, żeby jego produkcja nie była kolejnym paszkwilem wymierzonym w reżim zza 38. równoleżnika, ale jednocześnie musiał zaznaczyć różnice między dwoma państwami. Jest to ciekawy film, pozwalający zagłębić się nieco w stale aktualny temat polityczny z Dalekiego Wschodu.

 


Stanisław Rohnka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *