panny z wilka

Wajda i literatura

Wajda i literatura – reżyserskie interpretacje dzieł literackich według Mistrza. „Panny z Wilka” i „Kronika wypadków miłosnych”

Zmarły w październiku 2016 roku, nie doczekawszy premiery swego ostatniego filmu („Powidoki” – biograficznego dramatu opartego o losy malarza Władysława Strzemińskiego), Andrzej Wajda pozostawił po sobie nietuzinkową artystyczną schedę. Trudno bowiem odnaleźć w kinematografii polskiej reżysera, który przez blisko 60 lat (!) swojej zawodowej ścieżki z równie pieczołowitym co on zapałem formował wielopoziomowe interpretacje literackich utworów zapisanych na trwałe w historii polskiej kultury. Zaliczając po drodze (co nie powinno dziwić, przy tak dużej płodności artystycznej) zarówno wielkie wzloty, jak i spektakularne rozczarowania; dotyczy to zarówno opinii widowni, jak i krytyków. Nikt tak jak on nie potrafił jednak otworzyć, poprzez wykorzystanie środków materii filmowej, nowej furtki dla literackiego ducha tekstów takich autorów, jak Jarosław Iwaszkiewicz czy Tadeusz Konwicki.

Nie bez kozery wspomniano akurat powyższe nazwiska – choć Wajda ma na swoim koncie wiele filmowych adaptacji, w tym i tych zrealizowanych na podstawie wielkich epopei narodowych („Pan Tadeusz, 1999 r.), to warto pochylić się nad takimi perełkami, jak choćby „Panny z wilka” czy „Kronika wypadków miłosnych”. Wydawać by się mogło, że oba literackie pierwowzory stanowią materiał praktycznie nieprzekładalny na język filmowy; sam Konwicki wypowiadając się w jednej z rozmów, którą przeprowadził z nim Stanisław Nowicki na potrzeby wydania zbioru „Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim” , podkreśla jednak niepomierną dozę intymności, jaka powinna zbliżać związek autorskiego filmu do literatury. Wychodzi z założenia, że twórczy indywidualizm to cecha wyróżniająca reżyserów kina autorskiego; (…) Najważniejsze są filmy, które – podobnie jak kiedyś literatura – usiłują świat kreować, a więc interweniować, na nowo przekomponowywać (…). Stąd też nie sposób nie oddać Wajdzie, że w swoich adaptacjach zawsze starał się o reinterpretację dla wyjściowego przesłania tekstu przenoszonego na duży ekran.

Premiera „Panien z wilka”, filmu opartego na słynnym opowiadaniu Iwaszkiewicza pod tym samym tytułem, miała miejsce w 1979 roku. Andrzej Wajda prawie dekadę wcześniej rozpoczął już romans z próbą zekranizowania innego z utworów autora uważanego za jednego z mistrzów prozy („Brzezina”, 1970 r.); można zatem uznać, że swego rodzaju preludium zanurzenia się w iwaszkiewiczowskim świecie słowa było już za nim.

panny z wilka reż. Andrzej Wajda

Daniel Olbrychski w roli głównej. Kadr z filmu „Panny z Wilka”

Nadmienić trzeba, iż Wiktor, niedługo przed wyruszeniem w podróż, zostaje zderzony z bolesnym doświadczeniem śmierci przyjaciela; to poniekąd punkt zwrotny w jego życiu, prowokujący potrzebę zmiany. Wybierając na urlop zdrowotny posiadłość swego wujostwa w Rożkach, nie mógł nie przypomnieć sobie o dworku Wilko i nie oddać nostalgii wspomnień łączących go niegdyś z tymi stronami. Ponowna styczność z każdą z sióstr – Julcią, Zosią, Kazią, Jolą i Tunią, daje mu do zrozumienia, jak głęboka między nimi jest przepaść, ten odcinek bez mała 15 lat, oddzielający moment wyjazdu Rubena i jego ponownych odwiedzin. Akcja w „Pannach z Wilka” rozgrywa się niespiesznie, gdzieś pomiędzy zawieszonymi wpół gestami i niedopowiedzianymi kwestiami. Wajda przyznał, że będąc po pracy na planie „Człowieka z marmuru” nie mógł początkowo przyzwyczaić się do wolnego tempa, narzuconego przez utkany nicią Iwaszkiewicza rytm opowieści. Udało mu się jednak zrozumieć autora „Panien z Wilka”, odwiedzając jego dworek w Byszewach, stanowiący namacalny pierwowzór opisanego na kartach opowiadania Wilko. Choć finalnie nie wykorzystano nakręconych przy udziale samego Iwaszkiewicza scen w okolicach istniejącego w rzeczywistości dworku, to Wajda znalazł inne fabularne rozwiązanie dla pozostawienia autobiograficznego ducha pisarza na taśmie filmowej. Zespalając postać autora „Panien…” z Rubenem granym przez Olbrychskiego w alter ego, tworzy na ekranie interesującą klamrę kompozycyjną – ukazując w początkowej scenie Iwaszkiewicza, a za chwilę Rubena, dumającego nad grobem przyjaciela, by potem, w końcowej, podczas podróży pociągiem, wymienić ich spojrzenia. To swoiste lustro – Wiktor przegląda się w oczach Iwaszkiewicza, Iwaszkiewicz w jego – zostaje zawieszony niewidzialny pomost zgody na to, co już się zdarzyło i nigdy nie powróci.

Lato się we mnie przełamało – mówi w pewnym momencie Wiktor, rozmawiając z Zosią (Stanisława Celińska). Gdzieś w tych krajobrazach odchodzącego lata, sfilmowanego w zdjęciach Edwarda Kłosińskiego, czuć u Wajdy klimat iwaszkiewiczowskiej tęsknoty, przebijającej ze słów opowiadania. Tęsknoty za czymś nieokreślonym, ulotnym, czymś, co pozostało zamknięte w słoiku wspomnień i po ponownym otworzeniu, choć czuć znajomy aromat, nigdy nie będzie tchnąć tą samą świeżością.

Kronika wypadków miłosnych” to film przypadający na połowę lat osiemdziesiątych. I znów, w filmografii Wajdy dokonuje się podobny schemat – reżyser jest parę lat po wyjątkowej, ekspresowej, starającej się na bieżąco uchwycić historię w biegu realizacji „Człowieka z żelaza”. Przystępując do adaptacji „Kroniki wypadków miłosnych” , urodzony w Suwałkach twórca postawił przede wszystkim na młodych aktorów, powierzając nie tylko główne role (Witek – Piotr Wawrzyńczak, Alina – Paulina Młynarska) debiutantom; tego jednak wymagała proza Konwickiego , odwołująca się przede wszystkim do zatrzymanego wspomnienia młodości. To film o inicjacji – o tym pierwszym błysku młodzieńczej miłości, która rozkwita nagle i niespodziewanie, o pierwszym erotycznym doznaniu, o przekraczaniu progu dorosłości… Czas wydarzeń przypada na późną wiosnę 1939 roku, a więc na symboliczną granicę pewnego końca – pod względem historycznym, fabularnym (dla bohaterów jest moment egzaminów maturalnych), ale i dla samego autora – po wybuchu wojny nigdy już nie powrócił na swoją ukochaną wileńszczyznę, idylliczną krainę dzieciństwa oraz młodości.

Wajda czyni podobny zabieg, który znalazł wyjątkowe zastosowanie w „Pannach z Wilka” – wplata postać autora, czyli Tadeusza Konwickiego, do struktury filmu. Wciela się on tutaj w postać Nieznajomego, ducha z przyszłości nawiedzającego Witka, stanowiącego pewne alter ego bohatera (zna wiele faktów z jego życia, wypowiada się też o zdarzeniach, które dopiero mają nastąpić). Tak więc następuje swego rodzaju synteza twórczych sił, o czym opowiada dr Matylda Szewczyk w wykładzie dla Akademii Polskiego Filmu – pisarz występuje w filmie Wajdy jako źródło prawdy i pamięci. Krytyk filmowy Jacek Szczerba zwracał natomiast uwagę w wydaniu „Programu obowiązkowego” poświęconemu „Kronice…”, emitowanego na antenie telewizji Kino Polska, na uwypuklenie własnego „ja” Konwickiego oraz Wajdy w tym filmie. Dokonuje się ono poprzez wyraźne zaznaczenie odrębności, a jednocześnie niezwykłej symbiozy światów obydwojga artystów. Szczerba zwraca uwagę na perfekcyjne odmalowanie w kadrach filmu świata młodości Konwickiego – podwileńskich zielonych ziem, poddanych świadomej idealizacji, wręcz wyczuwalnego sączącego się z ekranu zapachu polnych kwiatów z wianka Aliny i zrywanych owoców czy maciejki kwitnącej w miejscu schadzek… Wajda, urodzony w Suwałkach syn oficera, często przenosił się z uwagi na zmianę garnizonu ojca w inne miejsce – na przykład do Radomia. Scena w filmie – gdy jadący pociągiem Witek obserwuje, przy wtórze wybrzmiewającego w tle „Marszu kawalerii” skomponowanego przez Wojciecha Kilara bieg kawalerzystów na koniach, to, jak podkreśla Szczerba, element pochodzący ze stricte wajdowskiej przestrzeni.

Dzięki korelacji zachodzącej pomiędzy literaturą a filmem w „Pannach z Wilkach” i „Kronice wypadków miłosnych”, dostrzec można, jak głębokie i wielopłaszczyznowe porozumienie twórcze udaje się osiągnąć przy nakładzie dwóch różnych wrażliwości, pełnych jednak bogatej odmienności, posiadającej wartość dodaną. Duety Wajda-Iwaszkiewicz oraz Wajda-Konwicki to z pewnością jedne z bardziej niepowtarzalnych spotkań w polskim kinie – spotkań po których odbiorcę zostawia się z szeroką gamą pytań, emocji i rozważań – a o to przecież w relacji pomiędzy człowiekiem a sztuką najbardziej chodzi.


Julia Łojko

Bibliografia:

1) B. Głębicka-Giza, <Dolina Issy>, <Lawa> i <Kronika wypadków miłosnych>. O autorskiej twórczości Tadeusza Konwickiego, [w:] Kwartalnik Filmowy 2003, nr 44, s. 195-210.

2) S. Kuśmierczyk, A śmierć odmiga się z w stawie…<Panny z Wilka> Andrzeja Wajdy, [w:]

Zagubieni w drodze. Film fabularny jako obraz doświadczenia wewnętrznego, Skorpion, Warszawa 1999.

3) W. Wertenstein, Dlaczego <Panny z Wilka>? Rozmowa z Andrzejem Wajdą, [w:] Kino, 1979, nr 6, s. 11-15.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *