Zaburzenie Mocy

UWAGA: tekst zawiera spojlery, ale tym razem musiał.

Premierze siódmej części Gwiezdnych wojen towarzyszył rzadko spotykany szum medialny, związany z prowadzoną na niebotyczną skalę kampanią reklamową. Gadżety z Przebudzenia Mocy są obecne na każdym kroku, także trudno chyba było nie dowiedzieć się o wydaniu tego filmu. Fani serii czekali na kolejną odsłonę 10 lat, a już od 2012 wiadomo było, że powstanie pod kierownictwem nowej wytwórni. Tym razem za kamerą stanął J.J. Abrams (Zagubieni, Star Trek), a scenariusz oprócz niego pisali Lawrence Kasdan (V i VI część Star Wars) i Michael Arndt (Igrzyska śmierci). Wielu fanów było pełnych obaw co do przejęcia produkcji przez Disneya i obawy te okazały się słuszne.

Czego w tym filmie zabrakło? Najbardziej zwykłej inwencji twórczej. Przebudzenie Mocy przesycone jest kalkami z poprzednich części, fabule brak oryginalności aż do przesady. Dla przykładu: część IV: Nowa nadzieja z 1977 roku kończy się zniszczeniem Gwiazdy Śmierci, niesamowitej stacji bojowej zdolnej unicestwiać całe planety. Widzowie zaskoczeni byli, gdy w VI części Imperium budowało już drugą Gwiazdę Śmierci, tym razem większą i potężniejszą. W internecie roi się od żartów na ten temat. No bo skoro ta budowla o niewyobrażalnej skali, która musiała pochłonąć przeogromne ilości zasobów, unicestwiona została przez nieduży oddział myśliwców, to przy budowie kolejnej trzeba by ją jakoś lepiej chronić. Nic bardziej mylnego, Imperium faktycznie popełniło ten sam błąd i druga stacja również nie przetrwała natarcia małych statków kosmicznych. Kuriozalna sytuacja: ogrom pracy, surowców i pieniędzy znowu poszedł na marne. Co w takiej sytuacji według scenarzystów Przebudzenia Mocy powinno zrobić dowództwo Nowego Porządku, czyli kolejnej wersji Imperium? Zbudować coś takiego trzeci raz! Tym razem cała planeta została zamieniona w stację. Jest większa od poprzedniczek i o wiele bardziej potężna, gdyż energię pobiera ona wysysając kolejne gwiazdy (sic!). Jak zatem zniszczyć coś takiego? No cóż, całkiem łatwo. Han Solo od razu zna odpowiedź: na pewno jest jakiś słaby punkt, który wystarczy zbombardować, podłożyć nieco materiałów wybuchowych i voilà!

wiec Nowego Porządku

wiec Nowego Porządku

Zastąpienie Imperium Nowym Porządkiem, a Rebelii Ruchem Oporu jest niejasne. Być może dowiemy się o tym więcej z kolejnych części, ale dlaczego Nowy Porządek odbywa wiec tak kiczowato nawiązujący do partii nazistowskiej? Dlaczego Luke przez dwie części odbywał treningi u legendarnych mistrzów, żeby dopiero w Powrocie Jedi  móc swobodnie panować na Mocą i wykonywać różne triki, a Rey nie mając absolutnie żadnego pojęcia o tych technikach opanowuje je nagle sama z siebie? W jaki sposób, trzymając miecz świetlny po raz pierwszy w życiu, pokonuje człowieka aspirującego do bycia najpotężniejszą osobą w galaktyce?

Rey (debiutująca Daisy Ridley) to młoda dziewczyna, porzucona kilkanaście lat wcześniej przez swoją rodzinę na pustynnej planecie Jakku. Od tej pory żyje z przeczesywania wraków imperialnych statków pozostałych po jakiejś bitwie. Do obrony używa długiego kija, jest wrażliwa na Moc. W filmie sugeruje się, że jej pochodzenie jest znaczące, jednak ciągle pozostaje ono tajemnicą. Wszystko w jej życiu się zmienia, gdy trafia na zbiegłego szturmowca, Finna (również nieznany John Boyega), który sprzeciwia się metodom stosowanym przez zwierzchników i dołącza do Ruchu Oporu. Finn to odważny, ale mało rozgarnięty człowiek, który poprzez swoje ludzkie odczucia wprowadza odbiór szturmowców na nowy, bardziej zhumanizowany poziom.

Finn i Rey

Finn i Rey

Trzeba powiedzieć kilka słów o Kylo Renie (mało znany Adam Driver). Jest to chyba najsłabszy pod względem siły i charakteru oponent w historii Gwiezdnych wojen. Ktoś, kto ma problemy w pokonaniu na miecze świetlne zupełnych amatorów, w tym imperialnego komandosa, nie powinien stanowić w przyszłości wyzwania dla Jedi, a na pewno nie dla Luke’a. Ciężko wyzbyć się wrażenia, że bohater ten jest rozwydrzonym, niedojrzałym młodym mężczyzną, który nie działa w imię jakichś mocno uzasadnionych przekonań, a raczej dziecięcego kaprysu. Wskazuje na to jego nerwicowy charakter. Rozzłoszczony Kylo zaczyna po prostu chaotycznie niszczyć przedmioty, które wpadają mu w ręce. Pewnie to wpływ Disneya, że bohaterowie są bardzo młodzi i zachowują się jak dzieci, niczym protagoniści z bajek o księżniczkach.

Oprócz tego pojawiają się postaci znane z części IV-VI. Dużą rolę odgrywa Han Solo (Harrison Ford) i Chewbacca (Peter Mayhew), nieco mniejszą Leia (Carrie Fisher), bardzo małą Luke (Mark Hamill). Warto dodać, że w epizodyczną postać wcielił się Max von Sydow, szwedzka legenda kina. Również R2D2 i C3PO pojawiają się na ekranie, jak ma to miejsce we wszystkich częściach. Tym razem ich humorystyczną rolę przejął jednak inny droid – BB-8, składający się z główki trzymającej się na dużej kuli. BB-8 przewozi mające strategiczne znaczenie dane, niczym R2D2 z epizodu IV. Podobnie jak on porozumiewa się za pomocą charakterystycznych pisków, ale wyraża nimi jeszcze więcej emocji.

Zabrakło pomysłu na oryginalną oś fabularną filmu, zabrakło też na lokację pośrednią. Mniej więcej w połowie filmu oglądamy barwną scenę z jakiejś knajpy, będącą niemal kopią słynnej sceny z kantyny w Mos Eisley z Nowej nadziei. Wszelkie nawiązania do poprzednich części są zrozumiałe i przyjemne w odbiorze, ale powinny odbywać się na poziomie szczegółu. Nie można opierać fabuły na motywach skopiowanych z wcześniejszych epizodów, a podobny kalek jest niestety dużo, dużo więcej.

Co ciekawe, dotychczas używanie Mocy odbywało się bezdźwięcznie. W Przebudzeniu Mocy wszelkie sztuczki wydają z siebie dość pokaźne basy, ale istotniejsze jest to, że odczucia głównej bohaterki bardziej przypominają objawy schizofrenii niż atrybuty Jedi znane z sagi.

Rey i BB-8

Rey i BB-8

Żeby recenzja nie była krzywdząca trzeba oddać, że film rozpoczyna się obiecująco. Od początku widoczne są nawiązania do epizodów IV-VI, ale wtedy raczej subtelnie, a akcja zawiązuje się w sposób interesujący. Na uwagę zasługują sceny batalistyczne, które nawet w zestawieniu z częściami z pierwszych lat XXI wieku wypadają imponująco. Bogactwo scenerii i widowiskowość to elementy, którymi Przebudzenie Mocy nie odstaje od poprzedników. Do tego zawiązało się kilka tajemniczych wątków, na których rozwiązanie widzowie czekać będą niecierpliwie. Dużym potencjałem powiało od zdawkowo ukazanej postaci Luke’a. Postać grana przez Marka Hamilla zbawiła świat w częściach IV-VI. Pozostaje nam nadzieja, że w nadchodzących częściach zbawi również kinowego widza.

 


Stanisław Rohnka

źródło zdjęć: kadry z oficjalnego zwiastuna

2 komentarze

  • Katarzyna

    A ja myślałam, że to wina upływu czasu….. Poprzednie części bardzo mi się podobały, ta mniej. Dobrze, że nie jestem jedyna w swych osądach, może jeszcze nie jestem za stara na bajki.

  • Gosia

    Głosów krytycznych wcale nie jest tak mało, ale głównie po stronie publiczności, za to krytycy do przesady wychwalają Przebudzenie mocy. Też jestem (lekko) rozczarowana tym filmem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Free apk download Free pdf download